Czekolada: Telegramy, które cieszą żołądki

Czekoladowy Biznes

Katarzyna Zachariasz  28.07.2011 aktualizacja: 2011-07-26 16:52

Marcin Gadulski i Marcin Adler z Poznania porzucili posady w korporacjach i założyli firmę produkującą luksusowe czekoladki.
pomysły na biznes

Fot. Łukasz Cynalewski/Mój Biznes

“Tęsknię za tobą”. “Zadzwoń do mnie”. “Jesteś słodka”. “Kocham cię”. “Czy zostaniesz moją żoną?”.

Co roku 50 tys. takich telegramów trafia do odbiorców. A ci najpierw wiadomością się wzruszają, a potem ją… zjadają. Bo telegramy są z czekolady.

Dwa czekoladowe światy

Wszystko zaczęło się od pasji do podróżowania. 10 lat temu Gadulski i Adler podróżowali po Europie, a że oprócz ciekawości świata uwielbiają czekoladę, na liście miejsc do zwiedzenia były sklepy ze słodyczami.

- W tamtym czasie czekolada dostępna w Polsce i za granicą to dwa różne światy. W sklepach przeważały tabliczki taniej mlecznej, a wszystkich czekoladowych produktów było może z 200 rodzajów – mówi Marcin Gadulski.

A na Zachodzie? Sklepowe półki zawalone były pralinkami, batonikami, czekoladkami z alkoholem, marcepanem, orzechami, migdałami, rodzynkami, z ziarnami kawy i kakao.

Koledzy pomyśleli, czemu nie sprowadzać takich czekoladek do Polski? A może nawet produkować na miejscu? Mieli jednak sporo wątpliwości, czy wchodzić w nieznaną branżę.

Gadulski był pracownikiem firmy konsultingowej, Adler bankowcem. Zaczęli jeździć na targi, spotykać się z producentami.

- Musieliśmy się nauczyć wszystkiego – jak robi się czekoladę, jak się ją ozdabia. Trwało to jakieś 2-3 lata, zanim zdobyliśmy potrzebną wiedzę – mówi Marcin Adler. Wtedy pożegnali się z korporacjami i założyli firmę – MM Brown.

Firma ruszyła w 2004 r. – Pierwsza dostawa surowca przyleciała 30 kwietnia 2004 r. – Przez dwa dni czekaliśmy na lotnisku, żeby odebrać ją już po wstąpieniu do Unii i nie płacić cła – opowiada Gadulski.

Nie tylko tabliczki

Dziś MM Brown produkuje czekoladę w tabliczkach i najrozmaitszych kształtach, np. torebki, buty, samochody lub zestaw małego majsterkowicza, czekolady do picia w formie proszku, na patyku albo jako kulki, które dodaje się do mleka.

- Kulki mają różne smaki, więc można robić własne kombinacje. Chcemy pokazywać, że czekoladą można się też bawić – mówi Gadulski.

Jednym z hitów jest czekoladowy telegram. Nadawca może wybrać gotowy tekst albo użyć własnego.

- Rocznie wysyłamy 40-50 tys. telegramów. Najwięcej z napisem “Kocham cię” – opowiada.

Najnowszą usługą są upominki firmowe. Na zlecenie mogą wygrawerować na szkatułce imię prezesa, umieścić logo firmy na produktach, zrobić czekoladę w wybranym smaku i kształcie.

Za opracowanie nowych produktów odpowiedzialny jest dział rozwoju. Cztery osoby zajmują się wymyślaniem nowych smaków i form czekolady.

Rodzinna korporacja

Od samego początku w firmie działały dwa działy - marketingu i obsługi klienta oraz projektowy, który odpowiada za przygotowanie opakowań. Firma wprowadziła też internetową sprzedaż, duże środki zainwestowała w internetową reklamę.

Sklep online jest największy pod względem obrotu. MM Brown zaopatruje też tradycyjne sklepy, markety, gastronomię.

W 2007 r. spółka pojawiła się na rynku niemieckim. Z jednej strony w kraju, gdzie istniała długa tradycja jedzenia dobrej czekolady, nie trzeba było namawiać klienta, żeby wydał więcej pieniędzy za produkt wysokiej jakości. Z drugiej, konkurencja była olbrzymia.

- Niemcy to rynek dość tradycyjny, szczególnie jeśli chodzi o wygląd czekolady. Stwierdziliśmy, że my pokażemy coś nowoczesnego, czego tam nie było – mówi Adler.

Zamiast bombonierek w złoconych opakowaniach wprowadzili np. czekoladę w pudełkach z drewna. – Ta strategia się sprawdziła – dodaje Adler. Dziś MM Brown sprzedaje w Niemczech czekoladowe upominki, ma swój sklep internetowy oraz zaopatruje kawiarnie.

Niesłodkie życie czekoladnika

Na brak klientów nie narzekają.

- W pierwszych latach mieliśmy więcej klientów niż byliśmy w stanie obsłużyć. Teraz mamy już większe możliwości, ale i tak zdarza się nam w październiku kończyć przyjmowanie zamówień na grudzień – mówi Gadulski.

Pierwsze lata działalności to trzycyfrowy wzrost. Dziś MM Brown rozwija się w tempie 20-30 proc. rocznie. To, co jest największym kłopotem dla firmy, to dostawy surowca.

- Nasza marka opiera się na bardzo dobrych jakościowo składnikach. Trudno jest znaleźć odpowiednich dostawców – mówi Gadulski. Firma współpracuje z dostawcami z całego świata. Pralinki przyjeżdżają z Belgii, Niemiec, Szwajcarii. Czekolada z Kolumbii i Australii.

Problemem są też wahania na światowych rynkach cen kakao, podstawowego składnika czekoladek. W ciągu miesiąca ceny potrafią zmienić się o kilkadziesiąt proc.

Jeszcze inną trudnością jest krótka trwałość produktu. Termin przydatności do spożycia tzw. czekolady chocolissimo to około trzy miesiące, więc nie można robić zbyt dużych zapasów. Co więcej, czekoladki są bardzo delikatne i łatwo zniszczyć je podczas transportu.

- Jeśli ktoś kupuje najtańszą czekoladę, to nie zwraca takiej uwagi na wygląd. Przy produkcie luksusowym jest inaczej – tłumaczy Gadulski. Dlatego firma stara się nie wysyłać swoich produktów zbyt daleko.

A jeśli ktoś chce wysłać czekoladowe “Kocham cię” na drugi kraniec Europy?

Nie ma problemu. MM Brown współpracuje z podobnymi firmami, więc czekoladowe wyznanie miłosne zostanie ułożone na miejscu. Choć zdarzają się wyjątki. Jedna z klientek tak polubiła czekoladki, że po przeprowadzce do Dubaju kazała sobie tam przesłać pól roczny zapas słodyczy.

pomysł biznes

Informacje o Ania Sawczuk

doradca kariery i przedsiębiorczości
Ten wpis został opublikowany w kategorii Branża Artystyczna, Branża Spożywcza, Firma w Internecie, Produkcja, Wszystkie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s